Bravo czyli Sayonara – Ostrów jest nasz

10.08.2017
Jak wszyscy wiemy, z przyczyn niezależnych nie mogliśmy ostatnio startować z Pobiednika. Podzieleni na cztery grupy rozjechaliśmy się w Polskę, a grupa Bravo, o której będzie mowa – w okolice Ostrowa Wielkopolskiego, gdzie w miejscowości o dźwięcznej nazwie Michałków znajduje się Aeroklub Ostrowski.

 

Petarda po horyzont.

Na lotnisku aeroklubowym ruch jest spory – oprócz szybowców i samolotów spotkać można spadochroniarzy, paralotniarzy, modelarzy, a także widzów spoglądających w niebo z terenu ogródka. Na miejscu dostępny jest bar “Szeryf” i sala przyjęć “Pyrlandia”, ludzie przyjeżdżają całymi rodzinami. Noclegi – na polu namiotowym, w przyczepach kempingowych, oraz w hotelu – ten ostatni z pewnością nie jest tak wygodny jak w Lesznie lub na Żarze, ale cenowo jest nie do pobicia.

Pokoje są ogrzewane

Ważne miejsce zajmuje także Lotnicze Pogotowie Ratunkowe – podczas dyżurów śmigłowiec i zespół są w ciągłej gotowości, kilkakrotnie widzieliśmy jak startowali aby lecieć ratować czyjeś życie. Trzeba za to uważać, żeby nie wtargnąć w pobliże śmigłowca – włącza się alarm.

Śmigłowiec LPR – gotowy do działania.

Pogoda nas nie rozpieszczała, dając łącznie jedynie trzy dni lotne, za to Aeroklub Ostrowski był niezwykle gościnny. Zostaliśmy przyjęci naprawdę życzliwie. Do naszej dyspozycji był dostępny praktycznie cały hangar szybowców, w tym taka ciekawostka jak Pirat C (bez przedniej płozy, z niższymi burtami i panoramiczną owiewką).

Pirat C (w środku), a za nim Pirat A (z czerwonym noskiem). Fot. Grzegorz Kurtyka

Ostatniego dnia tych pamiętnych wakacji… nic się nie działo w męskiej ubikacji, natomiast w czwartek wzbiliśmy się w niebo, aby zmierzyć się z siłami natury. Można bez wahania stwierdzić, że cała ekipa odniosła sukcesy:
  • wylaszowany Junior x 2,
  • wylaszowany Astir x 2,
  • kilkanaście godzin sumarycznego nalotu, w tym 4h30 w jednym locie,
  • wykonany przelot do licencji x 4, w tym ponad 100km lotu samodzielnego,
  • nikt z nas nie lądował w terenie przygodnym!
Bardzo nam w tym pomogły podstawy chmur sięgające 1700m AGL, północno-zachodni wiatr spychający nas do lotniska, oraz wolne niebo – do najbliższego TMA mieliśmy tak daleko, że w żadnym momencie nie groziło nam wtargnięcie.

Obraliśmy podobne punkty zwrotne, więc często spotykaliśmy się w powietrzu.

Na koniec chciałbym podziękować Pawłowi Witkowskiemu za zorganizowanie wyjazdu, to był strzał w dziesiątkę!

COOKIES Ciasteczka

Niniejsza strona www wykorzystuje pliki cookies (ciasteczka) do rozszerzenia swojej funkcjonalności. Korzystając z witryny wyrażasz zgodę na ich stosowanie na swoim urządzeniu.

Areoklub Krakowski